Strona:Józef Ignacy Kraszewski-Wieczory drezdeńskie.djvu/124

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


używają słodkiego wypoczynku, ale zaledwie lat doszły i siły do zajęcia, już pracować zaczynają.
Tu także czas jest groszem, a grosz wszystkiem. Widuje się chłopięta w stosowanych kapeluszach i przy pałasikach, ale i ci mali wojownicy, ręczę, woleliby za straganem zarobić silbergrosza, aby rozpocząć walkę życia — o zebranie kapitału.
Piszemy to zaprawdę bez gniewu, bez myśli uchybienia narodowi niemieckiemu; niech każdy wnijdzie w siebie a uzna, że tak jest.
Kobieta zakochana... to przecie istota zdolna do największych poświęceń...
Opowiadano mi o jednej, która zajęta mocno ziomkiem naszym, zmuszonym przez policyą opuścić Drezno, wykrzyknęła z gorączkowym zapałem...
— Wyjeżdża! a ja go tak kocham...