Strona:Józef Ignacy Kraszewski-Wieczory drezdeńskie.djvu/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ciągła usposabia do boju — spokojny rzemieślnik brzydzi się krwi rozlewem. W najlepszym razie z czeladnika robi się żołnierz nigdy rycerz.
Żywiołu poetycznego, marzycielskiego, awanturniczego, tak potrzebnego rycerstwu, brak tym ludziom zupełnie.
Wojna też w dniach dzisiejszych może być w potrzebach i konieczności rządzących, ale nie jest w duchu rządzonych, nie ma ona żadnej podstawy w pojęciach epoki. Chwilowo powody do niej dadzą się odgrzać w przeszłości — zrodzić się z potrzeb dzisiejszych logicznie im nie podobna. Widać już jutrzenkę dnia, gdy militarne państw przybory będą za osobliwość ukazywane po muzeach, a kulami działowemi wybrukują chyba rynsztoki. Jak się ten spokojny kształt urobi lepiej czy gorzej od dawnego, nie wiemy, ale że nań