Strona:Józef Chociszewski - Bukiet pieśni światowych.djvu/189

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Bezpieczniśmy, póki na ziemi zielono,
I liściem okrywa się las;
W gęstwinach i krzakach za kłodą zwaloną,
W gałęziach nie znajdzie nikt nas.
Jak ptakom drapieżnym, nam skały gospody,
Tam śpijmy spokojnie do gwiazd;
Gdy noc się nasunie na ludzi, na trzody,
My z naszych spuszczamy się gniazd...
Barany z Połonin dają nam pieczenie,
Jest wódka, gdy przyjdzie myśl zła.
Pieniędzy dostarczą podróżnych kieszenie,
Buziaka Hucułka nam da.
Tytoniu przyniesiem z węgierskiej granicy,
Tam zwiążem strażników za łby,
Odzieży dostaniem z żydowskiej kramnicy,
I żyda przykujem do drzwi.
Gdzie góry i bory, gdzie jary i jamy,
Tam dla nas forteca i dom,
Nie straszny nam niemiec, gdy głodu nie znamy.
Nie straszna nam słota i grom.
Weselmy się bracia, dopóki żyjemy,
Niedługo pozwolą nam żyć;
Gdy śniegi nas zdradzą, na sznurku zaśniemy,
Ni śpiewać nie będziem, ni pić.
Józef Korzeniowski.



143.

Czerwony pas a za pasem broń,
I topór co błyska z dala,
Wesoła myśl, swobodna dłoń
To strój, to życie górala.