Strona:Józef Birkenmajer - Poszumy Bajkału.djvu/58

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Widok na Taganaj.

Wśród morza wirchów, nad borami smreków
Piętrzy się kolos nagiego granitu,
Piastun huczących srebrzystych wycieków,
Podpora niebios rozległych błękitu —
Taki ogromny, niby pomnik wieków,
Zimny, jak wyrok niezmiennego bytu,
I uroczysty w swej cichej powadze,
Jak wódz, co dzierży nad niższemi władzę.

On pierwszy z słońcem wschodzącem się wita,
Ostatni żegna zachodzącą zorzę;
Wyniosłą dłonią swą obłoki chwyta —
Wicher się ściele pod jego podnoże,
Orły mu służą, by królewska świta,
Pieśń uwielbienia dźwięczy w czarnym borze...
Wspaniały, groźny, w swej kamiennej dumie,
Sterczy Taganaj w gór poślednich tłumie.

Złatoust.