Strona:Józef Birkenmajer - Śmierć na wesoło.djvu/5

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.



Byliśmy już od bolszewików dość daleko, a po tak długiej jeździe saniami należało nieco rozprostować kości. Na miejsce dłuższego postoju wybrał pułkownik osadę fabryczną Miniar. Stąd już odchodziły pociągi i przejedżały tędy na front całe transporty wojska rosyjskiego, zmobilizowanego właśnie przez Kołczaka. Mieliśmy tu stać w odwodzie i czekać dalszych rozkazów.
Porucznik wysłał mnie naprzód z kilkoma żołnierzami, bym zajął kwatery; kompanja miała przybyć nazajutrz. Kilka innych oddziałów już się zakwaterowało opodal.
Osada Miniar była porządnie zabudowana; domy widocznie „kazionnym“ (rządowym) sumptem były stawiane, bo robotnicy należeli do fabryk rządowych, wyrabiających broń oraz szyny kolejowe. Jedynie cerkiew i kilka kupieckich domów, jako nie będące własnością rządu, miały dachy z blachy zielonej; te budynki wyróżniały się również swą wielkością, wszystkie inne bowiem domy, poza urzędem gminnym, były jednakowych rozmiarów i wedle jednego typu stawiane, niby koszary. Przed każdym było takie samo obejście, obórka, podwórko ze studnią i żórawiem, nadewszystko zaś „bania derewienskaja“ — prymitywna łaźnia, z której kąpiący się musieli nago przebiegać po śniegu do chałupy, bo w samej łaźni nie było miejsca na ubieranie się.
Oficer kwaterunkowy wskazał naszej kompanji grupę domków na ustronnym wzgórku. Tam też poprowadziłem moich kompanów.