Strona:Józef Birkenmajer - Łzy Chrystusowe.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
– 37 –

Jezus zwrócił się do nich.
– Co myślicie o tym człowieku? – zapytał.
Milczeli, spoglądając z zakłopotaniem po sobie.
– Wiem – odrzekł za nich Mistrz – że rzucilibyście nań kamieniem potępienia, jako na bluźniercę i samobójcę. Ale powiadam wam, że większej łaski dostąpił mąż ów, aniżeli wszyscy uczeni w piśmie i sędziowie zakonu. Albowiem on, Boga nie znając, chciał go poznać i dojść do Niego usiłował... I to wam powiem, że przyjdzie czas, iż takim jak on poganom dana będzie prawda i żywot, któremi gardzi naród wybrany.
Rzekłszy to, obrócił się do młodego Egipcjanina, słuchającego z zapartym tchem słów jego i zapytał:
– Chcesz-li dojść do poznania prawdy?
– Chcę, chcę, panie! Jeżeli masz moc rozwiązania zagadnień świata, objaw mi prawdę! Ja, com liczył się między mędrców, głośnych swą wiedzą, będę dziś jako pacholę nieletnie słuchał wykładu Twojego. Panie, oświeć mię!
Chrystus powstał i złożył rękę na głowie klęczącego. Blaski słoneczne jakby rozjarzyły się więcej i rozczerwieniły – zdało się, jakby ociekać poczęły krwią po postaci stojącego