Strona:Józef Birkenmajer - Łzy Chrystusowe.djvu/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
– 32 –

Powiedziałem wam, że zapisane jest imię wasze w księdze niebios, I oto ty, Szymonie, opoką będziesz kościoła mego, a tobie zasię, synu Zabedeusza, danem będzie przeniknąć głębokie tajemnice sprawy bożej.
Jan znów popadł w zadumę i nawet opuścił wiosło, dzięki czemu czółno posuwało się ruchem ledwo dostrzegalnym, niesione prądem fal jeziorowych. Płynęli tak długo w milczeniu i w ciszy tej rozlegało się tylko pluskanie wody i wrzask mew w oddali. Nagle zaskrzypiała rękojeść steru i zabrzmiał przerażenia pełen głos Szymona:
– Przyśpieszmy biegu! co żywo! do wiosła!.... Tam człowiek tonie!...
Jan ocknął się i zerwał z miejsca. Przysłonił ręką oczy i spojrzał w stronę, gdzie wskazywał sternik. Opodal stromego skalnego brzegu, gdzie rozlewała się topiel bezdenna, czarna, niedosiężona jeszcze dotąd ni razu przez najzuchwalszego nawet nurka, widniało ciało człowieka, zmagającego się w ostatecznym wysiłku z żarłoczną głębią; koło niego rozwierał się, niby zwierzęca paszczęka, lejek wiru wodnego, syczący i kipiący, niby dyszący radością z powodu nadarzonego żeru. Woda niosła nieszczęśliwego prosto w tę otchłań, gdzie go czekała śmierć nieubłagana.