Strona:Józef Birkenmajer - Łzy Chrystusowe.djvu/33

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
– 31 –

dłoń ku niebu, przemawiał z uroczystym spokojem i powagą do towarzyszy, słuchających go w skupieniu. Widać przykuwał ich urok przemawiającego i słodycz jego mowy, płynącej, niby miód, z ust jego różanych – przeto nie śpieszyli się nazbyt w żegludze, by jak najdłużej pozostawać pod władzą czaru onego.
– Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam – mówił do nich, – nie ten, który mówi: Panie, Panie! – wejdzie do królestwa niebieskiego, ani nie ten, kto posty zachowuje i jałmużnę rozdaje z dochodów swych, a w sercu swem pełen jest łupiestwa i łakomstwa. Albowiem Ojciec mój, który jest w niebiesiech, przegląda skrytość serc ludzkich i upodobał sobie tych przedewszystkiem, co zdążają do poznania prawdy w głębokiej pokorze myśli swoich...
Umilkł na chwilę i patrzał na młodszego z towarzyszy.
– Janie! – ozwał się po chwili – nad czem takeś się zamyślił?
Młodzieniec podniósł swe błękitne źrenice:
– Nauczycielu! – odrzekł – Otośmy ludzie prości i ubodzy i wszystko, cośmy mieli, oddaliśmy tobie. Wolno-ż nam tuszyć, że dasz nam poznanie prawd Swoich?
Jezus złożył mu rękę na jasnej głowie: