Strona:Iliada3.djvu/224

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I któryż cudzoziemiec znowu się znayduie,
Co zwycięztwo z Heleny sobie obiecuie?
Zwycięzcy na Parysem wszakem niewolnica,
Obmierzła Menelaa iuż oblubienica.
Jeszczeż mi sztuk wyrządzać złość twa nie przestanie,
Weź tu me mieysce, bogów wzgardź wiecznie mieszkanie.
Zostań Parysa żoną, wreście bądź i sługą:
Ja znać gnuśnika nie chcę, i nie bez wstydu go
Przyszłoby mi oglądać, z zmazą niesłychaną,
Godnabym od Troianek za to bydź wyśmianą.
Ustąp, nie zdasz się sercu z miłosną słodyczą,
Którego odtąd pokarm sam smutek z goryczą.„
Gorąca mowa, Pafos królowy dogara.
„Niewdzięcznico, odpowie, gniew móy budzić wara!
Strach, boginią od siebie Wenerę odwrócić.
Jéy złość równą, iak affekt był, na się obrócić.
Nie wiesz o méy potędze, ieszcze mogę tyle;
Będzieszli godna tego, że ci się przychylę.
Mogę powaśnić znowu dwa narody z sobą,
Lub miecz obrócić na cię, co miał bydź za tobą.„
Z takich słów na Helenę zaraz trwoga padnie,
Kryiąc twarz bawełnicą z oczu się wykradnie
Dam Troiańskich, w milczeniu za boginią swoie
Obraca kroki, wchodzą w Parysa podwoie.
Z uśmiechem Wenus przed nim stawiąć ią wdzięczy się,
Ta odwracaiąc oczy, z nich gniew, miłość skrzy się: