Strona:Ignacy Krasicki-Bajki i przypowieści.djvu/075

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Patrz na moje zgraje świnków,
Co tu córek! co tu synków!
A wszystkie jednym pomiotem! —
Rzekła lwica: Wiem ja o tem,
Rodź ty dziesięć, cztery, dwa,
Ja jednego, ale lwa.


CLXXVII. MALARZE.


Dwaj portretów malarze słynęli przed laty,
Piotr dobry a ubogi, Jan zły a bogaty.
Piotr malował wybornie a głód go uciskał,
Jan mało i złe robił, więcej jednak zyskał.
Dla czegoż los tak różny mieli ci malarze?
Piotr malował podobne, Jan piękniejsze twarze.


CLXXVIII. KONIEC.


A jeszcze jedną — albożto przychodzą
Bajki na rozkaz? — gdy zechcą, się rodzą,
A kiedy nie chcą, wołaj, wrzeszcz jak czajka,
Nie przyjdzie bajka.
Tak, jak nasz Józio, co go pieści matka,
Postrzegł kawał opłatka.
Postrzedz, naprzeć się, to u niego jedno:
Więc matkę biedną
Nuż męczyć: Daj go — a opłatek zjadła.
Dam, rzekła, ale Józiu! ucz się abecadła.
Porozumiał to Józio, za co go tak łechce,
Więc rzekł: Schowaj opłatek, kiedy każesz, nie chcę.




Ignacy Krasicki-Bajki i przypowieści 2.png