Strona:Ignacy Krasicki-Bajki i przypowieści.djvu/071

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Jeden z nich, a jest nie mało,
Żwawo i śmiało
Pokazywał, co może:
Zjadał łyżki i noże,
Z gałek ciasta robił grosze,
Karty przemieniał w kokosze,
Co chciał, stawiał, co chciał, zmykał,
Usta kłodkami zamykał,
Kuropatwy robił z chleba;
Zgoła był takim, jak trzeba,
Bawił, dziwił, od tygodnia;
Wszedł drugi i powiedział: Ja się zowię zbrodnia.
Rzekł zatem do pierwszego: Kolego i bracie!
Na rzemieśle się nie znacie,
A wy, co mnie widzicie,
Patrzcie, cuda ujrzycie.
Oto zwierciadło.
Co wszystko zgadło.
Zbliżył się szpetny, ujrzał postać miłą,
Przyszedł garbaty, i garbu nie było,
Każdy z pociesznym odszedł zadatkiem,
Kto nie miał zębów, znalazł dostatkiem,
Poczerniałe
Były białe,
Stara baba, będąc młodą,
Pocieszyła się urodą.
Wszyscy sprawcę uwielbiali,
Wszyscy razem zawołali:
Oto zwierciadło,
Co wszystko zgadło. —
Dał lichwiarzowi w rękę pełen kaszy garnek,
Skoro wziął, tyle groszy było, ile ziarnek,