Strona:Ignacy Krasicki-Bajki i przypowieści.djvu/067

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ciężarem go zamęczą;
Chyba skórę przedadzą. —
Nie źle oni coś radzą
Rzekł młynarz, chociaż i łają. —
Więc z synem z osła zsiadają,
Aż znowu mówią przechodnie:
A któż to widział, aby wygodnie
Osieł szedł wolno, a młynarz za nim?
Wybacz, bracie! że cię ganim;
Każdy z ciebie śmiać się będzie,
Jak się nie poprawisz w błędzie. —
Nie poprawię, rzekł młynarz, dość przymówek zniosłem,
Chciałem wszystkim dogodzić, i w tem byłem osłem.
Odtąd, czy kto pochwali, czy mnie będzie winił,
Nie będę dbał nic o to; co chcę, będę czynił.
Co rzekł, to się ziściło,
I dobrze mu z tem było.


CLXVII. FAJERWERK.


W lesie w noc ciemną
Zapalony fajerwerk miał postać przyjemną.
Więc kontenci puszkarze,
Chcąc rzecz zlepszyć w zamiarze,
Ku milszemu upominku,
Odprawili rzecz na rynku.
Ten, gdy się własnem oświeceniem krasił,
Fajerwerk zgasił,
Zawiódł skorych w czynieniu.
Trzeba światłu bydź w cieniu.


CLXVIII. RZEPA.


Kulawy, głuchy, stary i ślepy
Zeszli wór rzepy.
Chciało się podjeść, bo jeść nie mieli;