Strona:Ignacy Krasicki-Bajki i przypowieści.djvu/062

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I w tej postawie
Wszedł między pawie.
Poznały zdrajcy świeże rozboje,
Postradał cudze, i stracił swoje.
Z tej więc pobudki
Wrócił, gdzie dudki;
A te w śmiech z niego:
Chciałeś cudzego?
Dobrze ci tak, i nikt cię żałować nie może,
Kiedyś stworzon na dudka, bądź dudkiem nieboże.


CLX. SŁOŃCE I ŻABY. (z tegoż.)


Sąsiad Ezopa, złodziej się żenił,
Ezop do bajki — tak rzecz wymienił:
Słońce chciało mieć żonę,
Żaby strwożone
Tak wrzeszczały,
Iż się słyszeć Jowiszowi dały.
Pyta się: o co
Tak się kłopocą?
Rzekła z nich jedna: Jak nie narzekać,
Gdy teraz samo może dopiekać
I suszyć bagna, które nas chłodzą:
Niechże się z niego inne rozrodzą
A z panem ojcem razem wyruszą,
Bagna i rzeki i nas wysuszą.


CLXI. WORKI[1]


Nie patrzajmy na wzorki.
Zeszły się raz dwa worki,
Pozłacany
I skórzany.
Pozdrowiwszy się wdzięcznie,

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku – brak kropki.