Strona:Ignacy Krasicki-Bajki i przypowieści.djvu/060

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A szerszenie tymczasem,
Bujające za lasem,
W ul się zakradły
I miód jej zjadły.
I nie pszczółkom to bywa.
Kto ma, niechaj używa.
Chciwość żądze podnieca, zbytnie żądze zle wiodą.
Dobry rozum po szkodzie, lepszy rozum przed szkodą.


CLIV. CZŁOWIEK I GOŁĘBIE.


W gołębniku chowane, na wyniosłym dębie,
Skarżyły się na ludzi niewinne gołębie;
Skarżyły się, i słusznie, strapione zwierzęta,
Iż szły dla nich na jadło młode gołębięta.
Wtem szła matka na strawę, postrzegł jastrząb chciwy,
Więc w biegu wybujałym kiedy zapalczywy
Już ją tylko miał ująć, już prawie ugnębia:
Postrzegł strzelec gonitwę i zabił jastrzębia.
Ocalona lot nagły pomału zelżyła,
A kiedy do gniazdeczka i dzieci przybyła,
A przybyła z radością, uczuciem i drżeniem:
Rzekła: I człowiek jednak nie złem jest stworzeniem.


CLV. WYBÓR.


Czy nos dla tabakiery, czy ona dla nosa?
Była wielka dysputa ze starym młokosa.
Na złotnika sąd przyszedł; bezwzględny, a szczery,
Dał wyrok nieodwłocznie: Nos dla tabakiery.


CLVI. POCHODNIA I ŚWIECA.


Świeca blisko pochodni raz stawiona była,
Więc harda wielkim blaskiem gdy się wynosiła,