Przejdź do zawartości

Strona:Ignacy Krasicki-Bajki i przypowieści.djvu/059

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

On zaś i gubiąc zwierze i ptaszęta liche,
Jeszcze się z nich naśmiewał i podnosił w pychę.
Trafiło się, iż gdy raz z wabikiem polował,
Drugi strzelec, co także na ptaszki czatował,
Głos słysząc, gdy na ten krzyk strzelić się ośmielił,
Zamiast ptaszka, kompana swojego postrzelił.
 I to może być nauką:
 Gubi się frant swoją sztuką.


CLII. GÓRA I DOLINA.


 Jak to zwyczaj, wyższy hardy.
 Doznając zwykłej wzgardy
 Rzekła raz dolina górze:
 Ty się wznosisz, ja się nurzę,
 Jednakbym się nie mieniała. —
 Góra szczytem swym zuchwała,
 Pogroziła dolinie.
 Ale w tejże godzinie usiadł tuman na górze,
 A z nim wiatry i burze,
 Wiatr liść dębów pomiotał,
 Cedry piorun zdruzgotał.


CLIII. PSZCZOŁKA.


Składała pszczółka na wiatr, — ale to podobno
 Chciało się żyć osobno. —
 Zgoła, jak się wyprawiła,
 Przez trzy dni w domu nie była.
Cukier jej zasmakował, chciała się sposobić,
 Jakby go zrobić.
 Choć się wiele pracowało,
 Kiedy się to nieudało,
 Pokryjomu
 Wróciła do domu.