Strona:Ignacy Krasicki-Bajki i przypowieści.djvu/057

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I cóż z tego wybadać?
Lepiej milczeć, niż gadać.


CXLVIII. ZAJĄCZEK.


Już pora miła
Wiosny wschodziła
Młode gałązki
Szły na zawiązki,
Trawki bujały.
Zajączek mały
Cieszył się wiosną,
Mruczał jednak na trawki, że tak prędko rosną,
Bo dla takiej odmiany
I widzieć nie mógł i nie był widziany.
Gdy je więc wydeptywał po łące igrając,
Rzekł stary zając:
Zetną trawki, ty wzrośniesz, i gdy się czas zmieni,
Na to, co w wiośnie pragniesz, zapłaczesz w jesieni.


CXLIX. KOŃ I WIELBŁĄD (z Lessynga).


Mało dla nas, co mamy, więcej chcemy jeszcze;
A że to prawda, powieść o koniu umieszczę.
Skarżył się przed Jowiszem hardy i zuchwały,
Iż choć wspaniały,
Chociaż rzezki, ozdobny,
Choć do skoków sposobny,
Chociaż ztąd bywa powszechnie chwalonym:
Przecież się mniemał bydź upośledzonym. —
W czemże to? rzekł mu Jowisz, mów, na czem ci zbywa? —
Oto kark niezbyt wzniosły, a zbyt gęsta grzywa,
Nogi nie dość wysokie,
Piersi nie dość szerokie,