Strona:Ignacy Krasicki-Bajki i przypowieści.djvu/053

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Postrzegł worek na drodze, wziął rozweselony,
A w blasku gwiazd chcąc wiedzieć, czem był napełniony,
Jęknął i rzekł niezmierną boleścią przejęty:
Jam rozumiał, że kasza, a to dyamenty.


CXLI. BOCIAN I JELEŃ.


Bocian, miasta mieszkaniec mówił jeleniowi:
Ty kunsztu lekarstw nie znasz. — Jeleń mu odpowie:
Prawdę mówisz, bocianie! lekarstw nie rozumiem,
Ale ty leczysz, a ja chorować nie umiem. —
Umarł mędrzec w lat dziesięć na dachu przy mieście.
Umarł prostak na puszczy, żył tylko lat dwieście.


CXLII. TRZODA.


Pies wierny, owca prosta, ale dobre zwierzę,
Z wilkiem i z lisem raz weszły w przymierze.
Lis aby od kur stronił,
Wilk aby owce bronił.
Jednak, iż był lis zdradny, wilk w siłę zamożny:
Pies był ostrożny.
Gdy szły w manowce,
Pilnował owce,
A na odwodzie
Czuwał przy trzodzie.
Raz gdy się kury, gęsi, owce w radę zeszły,
Przybył tam i rzekł do nich lis w lata podeszły:
Próżno się zgromadzacie, już to razy kilka
Zawsze jest podejrzenie na lisa i wilka,
Na wilka, co was broni kochane jagnięta!
Na lisa, co was strzeże kury i gęsięta!
Pies was w to podejrzenie ku nam przyprowadza,
Pies was zdradza. —