Strona:Ignacy Krasicki-Bajki i przypowieści.djvu/052

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zachciało się nakoniec i skosztować raki.
Jeden z nich widząc, iż go czapla niesie w krzaki,
Postrzegł zdradę, o zemstę zaraz się pokusił,
Tak dobrze za kark ujął, iż czaplę udusił.
Padła nieżywa.
Tak zdrajcom bywa.


CXXXVIII. CHŁOP I CIELĘ.


Nie sztuka zabić, dobrze zabić sztuka,
Z bajki nauka.
Szedł chłop na jarmark ciągnąc cielę na powrozie;
W lesie w wązowie
W nocy burza napadła, a gdy wiatry świszczą,
W ciemności postrzegł wilka po oczach, co błyszczą,
Więc do pałki; jął machać, nie myślawszy wiele,
Zamiast wilka, co uciekł, zabił swoje cielę.
Trafia się i nie w lesie, panowie doktorzy!
Lek pałka, wilk choroba, a cielęta chorzy.


CXXXIX. JODŁA I JABŁOŃ.


Jabłoń rzekła sąsiadce: O ponura jodło!
Pocóż blisko mnie wzrastasz, gdy jesteś tak podłą?
Patrz, do moich owoców jak się każdy śpieszy,
Patrz jak widząc, że kwitnę, każdy się ucieszy. —
Spadły kwiaty zaczasem, owoce zerwano,
Spadły liście, a zatem o jabłoń nie dbano.
Widząc to rzekła jodła: Sąsiadko zbyt harda!
Osądź teraz, czy słuszna była twoja wzgarda;
O tem, co było zewnątrz, trzymałaś wysoce;
Nie ciebie ludzie czcili, lecz twoje owoce.


CXL. PODRÓŻNY.


Arab jeden, gdy go noc w podróży zapadła,
A był dwa dni wśród stepu bez wody, bez jadła,