Strona:Ignacy Krasicki-Bajki i przypowieści.djvu/039

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Gdyby był okiem, nie szkłem, na rzeczy poglądał,
I onby użył i ja znalazłbym, com żądał.


CXIX. MAŁPY.


Małpa wielki samochwał, co człeka udaje,
Zwiedziła cudze kraje,
Bo była z lasu wyszła i wlazła pod strzechę.
Wielką pociechę
Przyniosła za powrotem i siostrom i braci.
Koligaci,
Krewni i przyjaciele, tak świeży, jak przeszli,
Wszyscy się zeszli.
A ta każdemu, co słucha,
To wgłos, to do ucha,
Opowiada.
Jedno łże, drugie zgada,
Zgoda, aż słuchać miło,
Jak to pięknie pod strzechą i zabawnie było.
Przyszło spać, nie masz strzechy, a jak spać bez dachu?
Małpy w strachu.
Więc w pośpiechy,
Szukać strzechy,
I znalazły,
Pod dach wlazły.
Słysząc szelest gospodarz, szedł z świecą na górę,
Małpy w nogi...zatkał dziurę,
Ledwo jedna
Zbita biedna
Zkąd przyszła, chyżo do lasu uciekła.
A gdy pytana, gdzie są drugie? rzekła:
Pięknieć tam, prawda, lecz straszy i więzi,
Kiedyśmy małpy, spijmy na gałęzi.