Strona:Ignacy Krasicki-Bajki i przypowieści.djvu/036

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A ojciec widząc, jak pełen zapału,
Rzekł: Trząś gruszki, mój Jasiu! ale trząś pomału,
Jeszcze nie skończył, a już Jaś w sadzie.
Posłuszny radzie
Strząsnął drzewem pomału, i gruszka nie pada;
Zła rada.
Więc strząsnął mocniej, nie pada znowu.
Chciwy połowu —
Nie trząść tu, widzę, trzeba (rzekł), lecz rwać należy.
Po drabinę więc bieży.
A gdy nie znalazł, i w prawo i w lewo
Piął się na drzewo,
I to wskórał, iż zleciał i potłukł się srodze.
Jednak choć w bolu i trwodze,
Smutną miał postać:
Przemyśliwał Jaś przecież, jakby gruszek dostać.
Więc sporym, który leżał koło drzewa, klocem,
Rzucił, przełamał gałąź, i padła z owocem.
Porwie, gryzie, aż gruszka twarda i ladaco.
Gdy więc wrócił do ojca z nadaremną pracą:
Rzekł smutnemu po szkodzie Jasiowi staruszek:
Gdy nie padną trzęsione, nie trzeba rwać gruszek.


CXV. CHŁOP I JOWISZ.


Chłop stojący zazdrościł siedzącemu panu
Lepszego stanu
I lżył niebiosy
Za takie losy
Myślą zuchwałą:
Iż jednym nadto dają, drugim nadto mało.
Rzekł w tem Jowisz: On chory, a ty jesteś zdrowy,
Lecz masz wybór gotowy: