Strona:Ignacy Krasicki-Bajki i przypowieści.djvu/014

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Rzekła trzcina: Daj pokój, już ja mocno stoję,
Już i bez twego wsparcia wiatrów się nie boję. —
Mylisz się, chmiel jej rzecze, przyjdą wiatry gorsze. —
Więc gdy coraz gałązki rozpościerał sporsze,
Przyszło wreszcie do tego: wiatr trzcinę ocalił,
A chmiel, co miał podeprzeć, złamał i obalił.


XL. OWIECZKA I PASTERZ.


Strzygąc pasterz owieczkę nad tem się rozwodził,
Jak wiele prac ponosi, żeby jej dogodził.
Że milczała, — niewdzięczna! żwawie ją ofuknie.
Więc rzekła: Bóg ci zapłać .... a z czego te suknie?


XLI. SZKATUŁA Z ZŁOTEM I WÓR Z KASZĄ.


Szkatuła pelna złota śmiała się raz z wora.
Tegoż właśnie złodzieje do skarbu wieczora
Wkradli się, zamek zdarli, zawiasy odkuli
I, żeby złota dostać, szkatułę popsuli.
Widząc wór, który z kaszą odpoczywał w oknie,
Że w kawałki rozbita na podwórzu moknie,
Rzekł do niej: Jam ocalał, mając tylko kaszę.
Nie trzeba się wynosić z tego, co nie nasze.


XLII. MAŁŻEŃSTWO.


Chwałaż Bogu! widziałem małżeństwo niemodne,
Stadło wielce szczęśliwe, uprzejmie i zgodne,
Stateczna była miłość z podziwieniem wielu.
To szkoda, że mąż umarł w tydzień po weselu!


XLIII. ŁAKOMY I ZAZDROŚNY.


Porzuciwszy ojczyznę i żonę i dzieci,
Szedł łakomy z zazdrośnym, Jowisz z nimi trzeci.