Strona:Ignacy Krasicki-Bajki i przypowieści.djvu/010

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Cóż się stało? gdy mniemał, że już mędrcem został,
I nic się nie nauczył i puchliny dostał.


XXV. PODRÓŻNY I KALEKA.


Nie skarżyłem na ludzi, nieskarżył na losy,
Choć musiałem iść w drogę ubogi i bosy.
Wtem gdy razu jednego do kościoła wchodzę,
Postrzegłem, leży żebrak bez nogi na drodze.
Nauczył mnie tem bardziej milczyć ów ubogi:
Lepiej mnie bez obuwia, niż jemu beż nogi.


XXVI. LEW I ZWIERZĘTA.


Lew, ażeby dał dowód, jak wielce łaskawy,
Przypuszczał konfidentów do swojej zabawy.
Polowali z nim razem, a na znak miłości
On jadł mięso, kompanom ustępował kości.
Gdy się więc dobroć taka rozgłosiła wszędy,
Chcąc im jawnie pokazać większe jeszcze względy,
Ażeby się na jego łasce nie zawiedli:
Pozwolił, by jednego z pośród siebie zjedli.
Po pierwszym poszedł drugi i trzeci i czwarty.
Widząc, że się podpaśli, lew choć nieobżarty,
Żeby ująć drapieży a sobie zakału:
Dla kary, dla przykładu zjadł wszystkich pomału.


XXVII. RYBKA MAŁA I SZCZUPAK.


Widząc w wodzie robaka rybka jedna mała,
Że go połknąć nie mogła, wielce żałowała.
Naszedł szczupak, robak się przed nim nie osiedział
Połknął go, a z nim haczek, o którym nie wiedział.
Gdy rybak na brzeg ciągnął korzyść okazałą,
Rzekła rybka: Dobrze to czasem bydź i małą.