Strona:Ignacy Krasicki-Bajki i przypowieści.djvu/007

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nim połowę do mety drogi ubieżeli,
Spektatorowie poszli, sędziowie zasnęli.
Więc rzekła im jaskółka: Lepiej się pogodzić;
Pierwej, niżeli biegać, nauczcie się chodzić.


XII. PSZCZOŁA I SZERSZEŃ.


Idź precz od nas, próżniaku, niegodzien żywienia,
Mówiła, żądłem grożąc, pszczoła do szerszenia.
Prawdę mówisz, rzekł szerszeń, i mnie to obchodzi;
Ale, żeś pracowitsza, czyż się łajać godzi?
Jestem w nędzy, lepiej się nademną użalić,
Niżeli żądłem straszyć i samej się chwalić.


XIII. BARAN DANY NA OFIARĘ.


Widząc, że wieńce kładą, że mu rogi złocą,
Pysznił się tłusty baran, sam nie wiedział o co.
Aż gdy postrzegł oprawcę, a ten powróz bierze,
Aby go poniewolnie ciągnął ku ofierze:
Poznał zwój błąd; rad nie rad wypełnił los srogi,
Nie pomogły mu wieńce i złocone rogi.


XIV. DOKTOR.


Doktor widząc, iż mu się lekarstwo udało,
Chciał go często powtarzać; cóż się z chorym stało?
Za drugim, trzecim razem bardzo go osłabił,
Za czwartym jeszcze bardziej, a za piątym zabił.


XV. STRZELEC I PIES.


Uciekł wyżeł od strzelca, błąkał się dni kilka,
Nakoniec znalazł pana i przystał do wilka.
Gonił sarny, zające, do kaczek się skradał;
Ale, co tylko zdobył, wszystko to pan zjadał.
Zła to służba, rzekł zatem, gdzie korzyść nie czeka.
Bił pan dawny, lecz karmił; wróćmy się do człeka.