Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 03.djvu/170

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


się przed meblami, przed ścianami, stojąc w oszołomieniu tyłem do Renégo, który jedynie mógł go usłyszeć:
— Nie dał mi skończyć!... Zgadł od pierwszego słowa...
Cziczi wbiegła, zwabiona krzykiem i zobaczyła jak ojciec, wysuwając się z objęć żony, padł na kanapę, a stamtąd stoczył się na ziemię z oczami szklanemi i toczącą się z wykrzywionych ust pianą[1]
I po wspaniałych apartamentach rozległ się jeden wielki niewysłowiony jęk i przedostał się przez drzwi aż na majestatyczne i samotne schody.

— Och! Julku!... Och! synu mój!


  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; brak kropki.