Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 03.djvu/117

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bitwa i to wszystko w ciągu trzech tygodni nie więcej. W chwili triumfu zabrakło nóg zwycięzcom, by iść dalej i kawalerji, by ścigać uciekających. Konie były równie zmęczone jak ludzie. A ci, co się cofali, widząc, że nie są znowu tak gwałtownie gonieni i padając ze zmęczenia zatrzymali się i zaczęli kopać ziemię, by sobie stworzyć schronienie. Francuzi również przystanęli i drapią ziemię, by nie stracić tego, co odzyskali. I tym sposobem zaczęła się wojna okopowa.
Gdy don Marceli w zapale oznajmił koniec wojny na wiosnę... najdalej na lata, Rosjanin pokiwał głową.
— To potrwa długo... bardzo długo. To jest nowa wojna, prawdziwa wojna współczesna. Niemcy rozpoczęli ją w dawnym stylu; jak gdyby nie nauczyli się niczego od 1870: wojnę ruchów otaczających, bitew w szczerem polu, zupełnie jak gdyby kierował nimi Moltke, wzorując się na Napoleonie. Chcieli skończyć prędko i byli pewni triumfu. Po co chwytać się nowych sposobów? Ale Marna pokrzyżowała im plany: z napastników musieli przejść do obrony i, wtedy spożytkowali wszystko, czego ich Sztab Główny nauczył się w kampanjach Japończyków i Rosjan: rozpoczęli wojnę okopową, walkę podziemną, która jest jedynie logiczną przy rozwoju dzisiejszych sposobów walczenia i środków wybuchowych. Zdobycie jednego kilometra przestrzeni kosztuje dziś więcej, niż sto lat temu zburzenie całej fortecy. To też ani Francuzi ani Niemcy nie posuną się bardzo daleko... Może nie posuną się wcale w ostateczności. To będzie trwało długo i nudno, jak walki atletów o równomiernych siłach.