Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 01.djvu/166

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Powtarzam — rzekł Hartrott z naciskiem — że krajowi temu grożą rewolucje tu, na miejscu, a powstania w kolonjach... Wiem dobrze, co mówię... Rosja będzie miała również swoją rewolucję wewnętrzną; rewolucję pod czerwonym sztandarem, która zmusi cara błagać nas o łaskę na klęczkach. Wystarczy czytać w dziennikach o świeżych rozruchach w Sankt-Petersburgu, o manifestacjach rzekomo z powodju przyjazdu Poincaré'go. Anglja doczeka się, że jej wezwania o posiłki w kolonjach będą odrzucone. Indje powstaną przeciwko niej, a Egipt uwierzy, że nadeszła dlań chwila wyzwolenia.
Te zapewnienia, wypowiadane z doktorską pewnością siebie, uczyniły wrażenie na Juljanie. Drażnił go prawie niedowiarek Argensola, który wciąż patrzył zuchwale na profesora i powtarzał oczami:
— To warjat zwarjował z pychy.
Juljan zaś myślał, że ten człowiek musiał mieć poważne dane, żeby przepowiadać takie klęski. Jego obecność w Paryżu, już przez to samo, że niepojęta dla Desnoyers'a nadawała jego słowom jakąś tajemniczą wagę.
— Ależ narody będą się bronić — zarzucił kuzynowi. — Wasze zwycięstwo nie będzie tak łatwem, jak ci się zdaje.
— Tak, będą się bronić. Walka będzie ciężka. Zdaje się, że w ostatnich latach Francja zajęła się swoją armją. Spotka nas pewien opór, triumf będzie trudniejszy, ale zwyciężymy... Wy nie wiecie, jak wielką okazać się może potęga ofenzywy niemieckiej. Nikt