Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 01.djvu/164

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Ale, tak pewni jesteście zwycięstwa? — zapytał Juljan. — Czasami los gotuje straszliwe niespodzianki. Są siły ukryte, z któremi się nie liczymy i które krzyżują najpewniejsze plany.
Uśmiech doktora wyrażał teraz władne lekceważenie. Wszystko było przewidziane i obliczone oddawna, z iście germańską ścisłością i drobiazgowością. Cóż mieli przed sobą? Najstraszliwszym wrogiem była Francja, niezdolna oprzeć się denerwującym wpływom moralnym, cierpieniom i wysiłkom, jakich wymaga wojna; Francja, naród wycieńczony fizycznie, zatruty duchem rewolucyjnym i który odwykł od władania bronią w nadmiernem zamiłowaniu dobrobytu.
— Nasi generałowie — ciągnął dalej — zostawią ją w takim stanie, że nigdy już nie ośmieli się wejść nam w drogę.
Pozostawała Rosja; ale jej siły zbrojne trudne były do skupienia i do wprawienia ich w ruch. Sztab Generalny Berlina obliczył chronometrycznie wszystko, co będzie potrzebnem, by zniszczyć Francję w ciągu czterech tygodni, poczem zwróci swe olbrzymie siły przeciwko Rosyjskiemu Cesarstwu, zanim ono zdoła rozpocząć akcję.
— Zniszczywszy koguta[1], skończymy z niedźwiedziem —- zapewniał profesor zwycięsko.

Ale odgadując jakiś zarzut ze strony kuzyna, pośpieszył dodać:

  1. Kogut, po hiszpańsku gallo, co oznacza również pochodzenie gallijskie. (przyp. tłum.).