Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 01.djvu/075

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Udał mł się chłopak, co? Te Niemiaszki służą dobrze, umieją różne rzeczy i mało kosztują, A przytem tacy pokorni! tacy na swojem miejscu! Przykro mi, że to ci muszę powiedzieć, ponieważ jesteś Francuzem, ale napytaliście sobie wrogów nielada. To orzech trudny do zgryzienia.
Desnoyers odpowiadał obojętnem machnięciem ręki. Jego ojczyzna była daleko i Niemca również. Kto wie, czy kiedy wrócą do niej. Tu są Argentyńczykami i powinni mvśleć o teraźniejszości a nie zaprzątać sobie głowy tem co minęło.
— A przytem tak sie to wszystko nie dmie, nie panoszy! — ciągnął dalej Madariaga. — Każdy z nich, jeżeli jest subjektem w stolicy, zamiata sklep, pitrasi jedzenie, prowadzi rachunki, sprzedaje towar, pisze na maszynie, tłumaczy z czterech do pięciu języków, a jeżeli potrzeba, towarzyszy przyjaciółce właściciela, jak gdyby była wielką panią... wszystko za dwadzieścia pięć pesów miesięcznie. Kto może współzawodniczyć z takimi ludźmi? Ty, gabacho, jesteś tak jak ja... bardzo rozważny i umarłbyś z głodu, niż byś niejedno puścił płazem. Dlatego ci mówię, że z nimi nie przelewki.
— A tak, nie są tacy dobrzy jak się wydają... Trzeba widzieć jak się obchodzą z tymi, którzy są niżej od nich. Być może, że udają takich potulnych i jeżeli się uśmiechają, gdy im dać w pysk, to mówią sobie w duchu; „Poczekaj, niech na mnie kolej przyjdzie, a oddam ci w trójnasób“.