Strona:Humorystyczne kolendy szopki ludowej (2).djvu/9

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Żegnając się ode złego
Co chwiła łyknie jednego trochę większego
Wreszcie i północ w mieście wybiła
Teściowa zmęczona mocno zasnęła
Teść z tej wielkiej ucieszności
Dobrał się do wódeczności, zdrowo popijał.
Oj co się później w miəszkaniu działo
Staremu wałkiem też się dostało,
Ale jaka chryja była
Kiedy zięcia policyja do dom przywiozła.
Pokój wyglądał jako śmietnisko
Bo w nim teściowa miała lotnisko
Tam fruwały miski, garnki,
Stołki, szklanki, wałki, tarki co tylko było.
Dzisiaj teściowa spojrzeć się wstydzi
Oczy podbite prawie nie widzi
Ale także zięć kochany
Ma też ci łeb porozbijany z tego lotniskaB.



Kolenda marynarzy

Hej w Dzień Narodzenia Syna Jedynego,
Płyną marynarze do po portu Gdyńskiego,
Weseli to sa chłopcy,
Przed burzą strach im obcy
Hej kolenda, kolenda!
Marzą morskie wilki, gdy staną na gruncie,
Będą wnet ich witać Marysie i Kundzie,
Każdemu się zachciewa.
Z miłości drży i śpiewa
Hej kolenda! kolenda!
A gdy się nacieszą pod małą choinką
Kiedy się napieszczą z drogą swą dziewczynką
W dal siną i odmęty
Uniosą ich okręty,
Hej kolenda, kolenda!J.