Strona:Hieronim Derdowski - Walek na jarmarku.djvu/60

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
— 58 —

Czy to trzeba ci było niemieckiego zaka? Prędzejbym się był śmierci spodział, niż w tym stanie Ujrzeć ze wsi parobka, o boże skaranie! Przeżegna się trzy razy, kto ciebie zobaczy, Szoruj do dom i zaraz oblecz się inaczej!
Walek mruczy pod nosem coś tam o jasnościach, Nowych modach i mądrych miejskich jegomościach; Już się rusza pomału, ale trudna rada, Nogi cierpną, powtornie w znak na ziemię pada.
W sercu Wacha już znowu na litość się zbiera, Więc go na kosmatego pakuje ogiera; Każe mu się oborącz trzymać oślej grzywy A nie ściskać go mocno, bo to zwierz fałszywy. Walek osła za kudły trzyma z całej siły, Ale rumak szarawy jakoś bardzo zgniły. Stąpa jak od niechcenia garbi się i dąsa, Odpoczywa co chwila, często łbem potrząsa. Raz już trochę do gry zdradny