Strona:Hieronim Derdowski - Walek na jarmarku.djvu/45

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
— 43 —

się naprawi, może już po roku.
Gdy się dobrze zapoznał z tym niedźwiedzim żartem, Walek zmykać zaczyna z mundurem podartem... Pędzi, myśląc, że mocarz goni go kudłaty, A co krok niżej zaczka białe świecą łaty. Kto mu się nie namyka, piersią go obala, Ludzie jak od upioru trzymają się z dala. Naraz buch! i burmistrza powalił na bruku, Że aż ziemia zadrżała od strasznego huku.
A to burmistrz był gruby, jako zwykle bywa, Sam wypijał już z rana spory sądek piwa I pół wieprza na drugie spożywał śniadanie, Taki kiedy upadnie nie tak prędko wstanie.
Był we fraku, przybrawszy urzędową minę, Bo pan prezes miał stanąć w mieście za godzinę, Więc go spieszył powitać jaknajuniżeniej Mową pełną pochlebnych i pochwalnych pieni. Sapienti sat szeptał w drodze ustawicznie, Po łacinie chciał bowiem