Strona:Hieronim Derdowski - Walek na jarmarku.djvu/44

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
— 42 —

szy. Uścisnęli się obaj: — Mój kochany Wachu! Ale nie sap tak mocno, nie róbże mi strachu!.. Jeno piersi mi nie zgnieć, nie bądźże okrutny! Rety! Ugryzł mnie w ramię! To diabeł wierutny!.. Czyś oszalał? Daj pokój! Toć mi w krzyżach trzeszczy!.. Matko Boska! Ratujcie — głośno Walek wrzeszczy.
Jedzie wóz i wołają: — Z drogi, bo przejedziem! Wejno, to jakiś głupiec pasa się z niedźwiedziem! Furman mysia kłonicą, cygan drągiem pierze, Ale precz dusi Walka to kudlate zwierzę. Byłby niedźwiedź Walkowi łapą strzaskał czaszkę, Lecz podobno już długo cierpiał na ograżkę, Więc już nie był przy takiej, jak zawadna, sile, Trochę jeno podrapał Walka zaczek w tyle I raz jeden go czule pocałował w ramię; Po tem tylko malutkie pozostanie znamię. Parę mu tylko nagniótł żeber w prawym boku; Toć to wnet