Strona:Henryk Sienkiewicz - Wiry 02.djvu/176

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    —   168   —

    nie mówiąc, na Hamburg i tam stało się to, co często przytrafia się chłopom emigrantom. Agent oszukał nas, okradł z pieniędzy i wsadził nas na statek, który szedł nie do Ameryki, ale do Anglii. Wyrzuceni na bruk w Londynie, wkrótce popadliśmy w nędzę. Na wyjazd do Ameryki nie było już środków. Matka moja umarła w szpitalu na tyfus, ojciec z rozpaczy i nostalgii zapadł ciężko na zdrowiu. W tych warunkach znalazł nas i dał nam pracę pan Anney, jeden z najlepszych i najszlachetniejszych ludzi w świecie, opiekun i przyjaciel Polaków. Ale pomoc okazała się spóźniona i ojciec mój zmarł w ciągu roku. Ja zostałam w fabryce i pracowałam w niej aż do wypadku, który zmienił zupełnie moje położenie. Państwo Anney mieli jedynaczkę córkę, którą kochali nad wszystko w świecie i otaczali ją tem większą troskliwością, że groziła jej choroba piersiowa. Otóż zdarzyło się, że przy zwiedzaniu fabryki, panna Anney o mało nie została porwana przez tryby maszyny. Pospieszyłam jej na ratunek trochę z narażeniem własnego życia i odtąd wdzięczność państwa Anney dla mnie nie miała granic. Zabrali mnie z fabryki do siebie i w ten sposób stałam się towarzyszką, a następnie serdeczną