Strona:Henryk Sienkiewicz-W pustyni i w puszczy.djvu/359

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   351   —

się nie żegnał tak z tymi, którzy umierali na ospę, i z tymi, którzy posnęli poprzednio. Lecz teraz śmierć stoi nade mną... i chciałbym... choć z tą resztą mojej karawany pójść razem w tę ostatnią wielką podróż...
To rzekłszy, wskazał ręką na rozpłomienione niebo — i dwie łzy spłynęły mu zwolna po policzkach.
Staś płakał, jak bóbr.