Strona:Henryk Sienkiewicz-Humoreski z teki Worszyłły.pdf/219

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jeszcze prędzej. Nakoniec Fania pierwsza przerwała milczenie.
— Dobra noc, mateczko! — rzekła.
Pani Bujnicka uścisnęła córkę z niezwykłą tkliwością i gorąco ucałowała jej białe czoło, potem odeszła parę kroków, potem zatrzymała się znowu przy drzwiach, zdawało się, że chce coś mówić — zawahała się, odeszła.
Fania udała się do swego pokoju. Zapewne miała o czem myśleć. Oparłszy głowę na ręku, nie odpowiada ani słowem przywykłej gwarzyć panience służebnej, która, układając pod czepeczek nocny złotawe jej warkocze, starała się zawiązać z nią pogawędkę. I niewesołe były myśli Fani.
Ostatnia rozmowa Iwaszkiewicza ze Złotopolskim przejęła Fanny śmiertelnym niepokojem; przypominała sobie dumne spojrzenia i niemal groźne słowa obydwuch. Przerażał, a zarazem i oburzał ją upór Złotopolskiego. Jakto? więc dla niego — w jego planach — jej wola, jej osobisty wybór nic nie znaczył? Widocznie, traktował ją jak rzecz, nie jak wolną