Strona:Henryk Sienkiewicz-Humoreski z teki Worszyłły.pdf/181

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nic nie zmieni. Ale pracując, nie trzeba zapominać o przyjaciołach.
— Zawsze o nich pamiętam.
— O, niech pan pamięta! a co do opinii ich, niech pan będzie spokojny. Niestety! to ja powinnam się lękać. Wiem, że ja nie umiem dorównać panu, ani się podnieść do jego wysokości (tu w głosie Fani zadźwięczał smutek). Wiem, że pana, przywykłego do życia seryo, może i nudzi moje szczebiotanie, ale niech mi pan wierzy, że ja pragnęłabym z całej duszy zasłużyć na szacunek pana, pragnęłabym mu dorównać, ale właśnie dlatego potrzebuję wskazówek pana. Pan mnie już tyle nauczył, w tylu rzeczach otworzył mi oczy na świat, że i nadal proszę o pomoc pańską. Pan mi nie odmówi?... prawda?
Tu Fania złożyła z wyrazem prośby białe rączki i pochyliła główkę tak, że złote jej loki posypały się po ramionach.
Iwaszkiewicz potarł dłonią czoło, i z przymkniętemi oczyma zdawał się śnić jakimś czarownym snem. Miękkie, pieszczone słowa Fani płynęły niepojętym