Strona:Henryk Sienkiewicz-Humoreski z teki Worszyłły.pdf/180

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


co mi najmilsze, ale mama chce, żebym się bawiła, więc muszę bywać, choć onegdaj naprzykład nudziłam się z całej duszy u senatorowej L. Dlaczego pan tam nie był?
— Nie miałem czasu, zresztą nie wiedziałem, że panie tam będą.
— Jak to nieładnie z pana strony, a ja myślałam, że pan przyjdzie i tak mi smutno było jakoś samej słuchać wywodów pana Zubickiego o stosunku szlachty łęczyckiej do cywilizacyi w ogólności.
Inżynier spojrzał na nią ze spokojnem, ale głębokiem przywiązaniem.
— I wczoraj pan u nas nie był — ciągnęła tonem wyrzutu Fania.
— Niech mi pani wierzy — odparł — że tyle tylko mam chwil prawdziwego szczęścia w życiu, ile spędzam ich u państwa, ale muszę pracować na chleb powszedni.
Fania uśmiechnęła się nieznacznie.
— A przytem — ciągnął dalej Iwaszkiewicz — w pracy cała moja wartość, nie chciałbym jej tracić w oczach pani.
— Od tylu lat nauczyłam się cenić pana, że opinii mojej w tym względzie