Strona:Henryk Sienkiewicz-Humoreski z teki Worszyłły.pdf/154

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


celanowe fajki, poważnie poglądali na okop i na panów, stojących na okopie. Pan Jausch był otyły, pan Wiseman chudy, ale obaj mieli czerwone chustki na szyjach i długie kamizelki z świecącemi guzikami. Pan Jausch pogładził ręką podbródek i powtórzył:
— Mi przyszli tu szpaciren, ale to ma bicz nasz ten wal.
Poczem oba z panem Wiseman wdrapali się na nasyp.
— A cóż wy z tem będziecie robili? — spytał książę Antoś.
— Mi nie tacy glupi, aby pozwolili się marnować takiemu dobry plac — tu będzie ogórki kwitnąć.
— To cmentarzysko dawne, tu pełno kości.
— To nie szkodzi! to kości pójdzie precz, a tu będzie ogórki kwitnąć.
— Musicie lubić ogórki?
— Lubi! lubi! O!... — zawołał pan Jausch, spostrzegłszy czaszkę — prawda, że tu jest kości, aber to będzie z niemi tak!