Strona:Henryk Sienkiewicz-Humoreski z teki Worszyłły.pdf/155

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tu pan Jausch kopnął silnie czaszkę sodalisa, która, jęknąwszy echem, potoczyła się nadół między wrzosy.
— Ha! ha! ha! twarda polska głowa. Tu będzie ogórek kwitnąć.
Zaśmiał się serdecznie pan Jausch, a pan Wiseman zaśmiał się jeszcze serdeczniej.
Złotopolskiemu nagle krew uderzyła do głowy, a oczy zaświeciły jak węgle. Chwila jeszcze, a i pan Jausch byłby stoczył się z okopu wślad za czaszką sodalisa, ale gospodarz zmiarkował się... Przecież ci koloniści dlatego przyjechali, żeby ratować szlachcica wiejskiego — przecie ich Pan Bóg na to stworzył. Kiedy ratują żywych, niech sobie kopią umarłych. Honny soit qui mal y pense!
Panowie wrócili do domu, ale w domu czekała ich nowa niespodzianka. Starsi z gromady Złotopolskiej przyszli z interesem do pana, trzeba było ich przyjąć.
Jaś z resztą towarzystwa wyszedł na ganek; chłopi zbliżyli się ku niemu.
— A czego to chcecie? — spytał.
— Niech będzie pochwalony!