Strona:Henryk Sienkiewicz-Humoreski z teki Worszyłły.pdf/151

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


fujary, ale i bez fujary zawodzi całą duszą pieśń wiejską:

„Rozbujały się siwe łabędzie po wodzie!”

Młodzi panowie w Złotopolu byli w doskonałych humorach: właśnie zjedli wyborny obiad, byli po kawie; czas był pogodny, pełen słońca, pajęczyny, wrzawy koników i pieśni wiejskich.
Z cygarami w ustach panowie wyszli do ogrodu we dwie pary, Miś ze Złotopolskim, a książę Antoś z Maszką. Książę Antoś twarz miał trochę czerwoną, mocno śmiejące się oczy, trochę dymiącą czuprynę i trochę niepewne nogi.
— Ja-siu ko-chany! śliczne to twoje Złotopole, jak mi ho-nor miły — mówił, zwracając się do gospodarza.
Rzeczywiście Złotopole ślicznie wyglądało i zbliska i zdaleka. Pałac pański prawdziwie wygodny; za pałacem ogród gracowany w ulice, szumiący odwiecznemi drzewami; za drzewami szeroka i ogromna szyba wody, młyn, tartak, grobla sadzona jarzębiną, po bokach, jak okiem dojrzał, łany mazowieckie — i na końcu widnokręgu okrawek lasu, czarna, szumiąca choina.