Strona:Henryk Ibsen - Wybór dramatów.djvu/287

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


STOCKMANN. Słyszeli wszyscy. Mówiłem, że z tych garbarni cały brud tutaj spływa.
NIELS WORSE. I z mojéj także?
STOCKMANN. Niestety! ta jest najgorszą.
NIELS WORSE. I chcesz to drukować w gazetach?
STOCKMANN. Nic nie chowam pod korcem.
NIELS WORSE. Może cię to drogo kosztować (odchodzi).
TŁUSTY PAN (przystępując do Holstera, nie witając się z paniami). To tak kapitanie, wynajmujesz swój dom wrogowi ludu.
STOCKMANN. Sądzę, panie Wiek, że mogę rozporządzać moją własnością, jak mi się podoba.
TŁUSTY PAN. To nie możesz pan miéć nic przeciw temu, bym ja tak samo postąpił z moją własnością.
STOCKMANN. Co pan przez to rozumiesz?
TŁUSTY PAN. Jutro się pan o tém dowié (odwraca się i odchodzi).
PETRA. Czy to nie był właściciel statku, którym pan dowodzi?
STOCKMANN. Tak, to przemysłowiec Wiek.
THOMSEN (z kartkami w ręku wstępuje na podwyższenie i dzwoni). Panowie, pozwalam sobie udzielić wam rezultat głosowania. Jednomyślnie, prócz jednego głosu...
MŁODY PAN. Ten jeden pochodził od tego pijaka.
THOMSEN. Jednomyślnie prócz jednego głosu, który pochodził od pijaka, lekarz kąpielowy doktór Otton Stockmann, ogłoszonym jest wrogiem ludu, przez to obywatelskie zebranie (przytakujące wołania). Niech żyje nasze szanowne obywatelstwo! (nowe przytakujące okrzyki). Niech żyje nasz dzielny, czynny burmistrz, który tak szlachetnie głos krwi uciszył! (Wiwaty). Posiedzenie zamknięte.
BILLING. Okrzyk na cześć prezydującego.
TŁUM. Niech żyje drukarz Thomsen!
STOCKMANN. Palto i kapelusz, Petro. Kapitanie, czy masz na swoim statku miejsce dla pasażerów do Nowego Świata.
STOCKMANN. Dla pana i jego rodziny miejsce się znajdzie zawsze.
STOCKMANN (w czasie gdy Petra pomaga mu włożyć palto). Dobrze! Chodź, Joanno! Chodźcie, dzieci! (podaje żonie ramię).
JOANNA (cicho). Kochany Ottonie, zejdźmy lepiéj tylnemi wschodami.
STOCKMANN. Wcale nie tylnemi wschodami, Joanno! (podniesionym głosem). Usłyszycie jeszcze o wrogu ludu, zanim otrząśnie proch z nóg swoich, ale ja nie powiem według waszéj chrześcijańskiéj moralności: przebaczam wam, bo nie wiecie, co czynicie.
THOMSEN (woła). Panie doktorze, to bluźnierstwo.