Strona:Henryk Ibsen - Wybór dramatów.djvu/272

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


THOMSEN. Tak jest; wydrukowanie pańskiego sprawozdania byłoby najzupełniejszą ruiną mieszczaństwa.
STOCKMANN. To tak. (chwila milczenia).
BURMISTRZ. Mój kapelusz i laska.
STOCKMANN (zdejmuje kapelusz i kładzie go wraz z laską na stole).
BURMISTRZ (biorąc je). Prędko się skończyła twoja burmistrzowska władza.
STOCKMANN. Jeszcze się nie skończyła. (do Haustada). Więc niepodobna panu drukować w „Pośle” mego sprawozdania?
HAUSTAD. Niepodobna. A także ze względu na pańską rodzinę...
JOANNA. O tę niech się pan nie troszczy.
BURMISTRZ (wyjmując rękopism z kieszeni). Dla informacyi publiczności starczy, gdy pan to wydrukujesz. Są tu autentyczne objaśnienia. Proszę.
HAUSTAD (biorąc rękopism). Dobrze. Zaraz artykuł będzie złożony.
STOCKMANN. A mój artykuł nie!... Wyobrażacie sobie, że można mi usta zamknąć i prawdę skazać na milczenie, ale to nie pójdzie tak gładko, jak wam się zdaje. Panie Thomsen, czy chcesz pan wydrukować w osobnéj odbitce rękopism na mój koszt, moim własnym nakładem? W czterystu... pięciuset... sześciuset egzemplarzach!
THOMSEN. Gdybyś pan niewiem co obiecywał, nie odważę się coś podobnego drukować w moim zakładzie, panie doktorze. Ja tego nie mogę uczynić z powodu opinii publicznéj; pańskiego sprawozdania nikt także nie wydrukuje w mieście.
STOCKMANN. To mi je pan oddaj.
HAUSTAD (oddając mu rękopism). Proszę.
STOCKMANN (biorąc kapelusz i laskę). Pomimo to, ono się rozpowszechni. Odczytam je na wielkiém publiczném zebraniu. Niech wszyscy moi współobywatele usłyszą głos prawdy.
BURMISTRZ. Żadne stowarzyszenie w mieście nie użyczy ci na ten cel swego lokalu.
THOMSEN. Żadne; mogę pana o tém upewnić!
BILLING. A także nie uczyni tego nikt z osób prywatnych.
JOANNA. To byłoby oburzającém. Ale dlaczegóż są oni wszyscy przeciw tobie, Ottonie?
STOCKMANN (gwałtownie). Dlatego, Joanno, że są to tchórze — tak jak i ty, Joanno, bo myślą tylko o sobie i swych rodzinach, a nie o dobru ogólném.
JOANNA (biorąc jego ramię). Otóż ja im pokażę, jak tchórzliwa kobieta może okazać męską odwagę. Bo teraz jestem zupełnie po twojéj stronie, Ottonie.
STOCKMANN. Brawo, Joanno, brawo! A ja przysięgam wam, że pomimo wszystko, prawda wyjdzie na jaw. Jeżeli nie dostanę lokalu,