Strona:Henryk Ibsen - Wybór dramatów.djvu/252

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


BURMISTRZ. Wiedzą już o tém obcy? Któż-to? Przecież nie ci panowie z „Posła”?
STOCKMANN. I ci także. Swobodna, wolnomyślna prasa postara się o to, byście swój obowiązek spełnili.
BURMISTRZ (po krótkiém milczeniu). Jesteś w najwyższym stopniu nierozważny, Ottonie. Nie pomyślałeś, jakie to wszystko może miéć skutki dla ciebie samego.
STOCKMANN. Skutki dla mnie?
BURMISTRZ. Dla ciebie i twoich. Tak jest.
STOCKMANN. Co chcesz powiedziéć?
BURMISTRZ. Sądzę, iż zawsze postępowałem z tobą jak dobry brat, pomagałem ci we wszystkiém.
STOCKMANN. Niezawodnie i jestem ci téż wdzięczny z całego serca.
BURMISTRZ. Tego nie żądam; po części czyniłem to także dla samego siebie. Miałem zawsze nadzieję, że potrafisz zapanować nad sobą, skoro byłem ci pomocnym i wpłynąłem na poprawę materyalnych warunków twego losu.
STOCKMANN. Jakto? Więc tylko przez wzgląd na samego siebie?...
BURMISTRZ. Mówiłem: po części. Przykro jest urzędnikowi, gdy jego najbliżsi kompromitują się ciągle.
STOCKMANN. I uważasz, że ja się kompromituję?
BURMISTRZ. Tak, niestety... sam nie wiedząc o tém. Masz usposobienie niespokojne, skłonne do walki. A przytém nieszczęśliwy zwyczaj jawnego pisania o wszystkich możliwych i niemożliwych rzeczach. Zaledwie zdarzy się gdzie jaki wypadek — musisz zaraz z tego zrobić artykuł do dziennika, albo téż nawet całą broszurę.
STOCKMANN. Bo jest obowiązkiem obywatelskim, mając nowy pomysł, podzielić się nim z publicznością.
BURMISTRZ. A cóż publiczności po nowych pomysłach? Starczą jéj doskonale te dobre i stare, do których przywykła.
STOCKMANN. I wyznajesz to — tak otwarcie?
BURMISTRZ. Tak, bo raz otwarcie muszę z tobą mówić. Unikałem tego dotąd, gdyż znam twoję gwałtowność; ale teraz, Ottonie, muszę ci prawdę powiedziéć. Nie masz wyobrażenia, jak sobie sam szkodzisz swoją szaloną nieoględnością. Stajesz naprzeciw zwierzchnikom, nawet przeciw zarządowi — oskarżasz ich w oczy — i zdaje ci się, że jesteś pomijany, prześladowany. Ale czy znasz nieznośnego współobywatela, któryby się mógł czego innego spodziewać?
STOCKMANN. Co? ja mam być nieznośnym?
BURMISTRZ. Tak jest, Ottonie, jesteś nieznośnym współpracownikiem. Odczułem to dobrze: nie masz względu na nic. Zapominasz