Strona:Henryk Ibsen - Wybór dramatów.djvu/126

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


SCENA CZTERNASTA.
NORA, potém MARYANNA.

NORA (cicho po chwili milczenia). Cóż znowu? Tak nie jest... Tak być być nie może... To niemożliwe...
MARYANNA (we drzwiach lewych). Dzieci proszą tak usilnie, żeby je puścić do mamy.
NORA. Nie, nie puszczaj ich tutaj, zabaw je.
MARYANNA. Dobrze (zamyka drzwi).
NORA (blada z przerażenia). Ja miałabym psuć moje dzieci... Mój dom zatruwać? (chwila milczenia, potém podnosi dumnie głowę). To nie prawda. To nigdy prawdą być nie może.