Strona:Henryk Ibsen - Wybór dramatów.djvu/127

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


AKT II.
Ten sam pokój. — W kącie przy fortepianie stoi choinka ustrojona z opalonemi świeczkami. Na sofie leży okrycie Nory.

SCENA PIERWSZA.
NORA (sama).

NORA (chodzi niespokojnie po pokoju, wreszcie zatrzymuje się przy sofie i bierze okrywkę. Po chwili kładzie ją znowu na sofie). Ktoś idzie (zbliża się do drzwi i słucha). Nie, nikt. Naturalnie, dziś w pierwszy dzień świąt nikt nie przychodzi... I jutro także. — Może jednak. (Otwiera drzwi i wygląda). Nie, nic niéma w skrzynce od listów (powraca). Co za dzieciństwo. To przecież być nie może. To niepodobieństwo. Wszakże mam troje drobnych dzieci.



SCENA DRUGA.
NORA, MARYANNA (z wielkiém pudłem wchodzi z lewéj strony).

MARYANNA. Znalazłam wreszcie pudło z kostiumem.
NORA. Dziękuję, postaw to na stole.
MARYANNA. Ale nie jest on w zupełnym porządku.
NORA. Chciałabym go podrzéć na stotysięcy strzępów.
MARYANNA. Mój Boże, toż przecież rzeczy łatwe do naprawienia, tylko trochę cierpliwości.
NORA. Pójdę poprosić pani Linden, żeby mi pomogła.
MARYANNA. Chce pani znowu wyjść na tak okropny czas? Pani się zaziębi... będzie chora.
NORA. Ach! jakby to dobrze było. Co robią dzieci?