Strona:Henryk Ibsen - Peer Gynt.djvu/31

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


MATKA: Nie chce?
NARZECZONY: Tak, nie chce…
MATKA: Czego?
NARZECZONY: Mówię tobie:
Przekręcić klucz tu…
OJCIEC: W stajni ci, przy żłobie
Stać, ośle głupi!
MATKA: Porzuć dziś te smutki!
Jakoś to będzie.

(odchodzą w głąb)

JEDEN Z PAROBCZAKÓW: (z placu tanecznego z całą zbliżywszy się zgrają)
Pietrze, dać ci wódki?
PEER: Nie.
PAROBCZAK: Jeden łyczek!
PEER: (patrząc ponuro na niego) A masz?
PAROBCZAK: (wyciąga butelkę i pije) Aż za wiele.
Przeczyści człeka.
PEER: Daj na to wesele!

(pije)

DRUGI PAROBCZAK: Przepij i do mnie!
PEER: Nie!
DRUGI PAROBCZAK: Rarytas wielki —
Toć się nie urżniesz.
PEER: Daj mi dwie kropelki!

(pije ponownie)

JEDNA Z DZIEWCZYN: (półgłosem do innych)
Chodźmy!
PEER: Masz pietra przede mną?
DZIEWCZYNA: A ktoby
Nie miał go z ludzi?
PIERWSZY PAROBCZAK: Na różne sposoby
Pokazywałeś tam, w Lunde, swe sztuki.
PEER: Gdy raz już zacznę, nie trza mi nauki.