Strona:Henryk Ibsen - Peer Gynt.djvu/32

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


PIERWSZY PAROBCZAK: (szeptem)
już się rozgrzewa.
DRUGI PAROBCZAK: Ba, rzecz to wiadoma.
KILKU: (otoczywszy go kołem) Pokaż, co umiesz!
PEER: Daremna oskoma,
Jutro!
INNI: Nic, dzisiaj! Pokaż dzisiaj, Peerze!
JEDNA Z DZIEWCZYN: Umiesz czarować?
PEER: Umiem — mówię szczerze —
Wywołać djabła…
JEDEN Z MĘŻCZYZN: E, prababki nasze
Już to umiały…
PEER: Łżesz! Pluć sobie w kaszę
Nie dam bynajmniej! — Skądże to umiały?…
Raz go zakląłem w orzech; trząsł się cały,
A wiecie, orzech ten był robaczywy.
KILKU: (śmiejąc się) Pomyśleć sobie — to nie żadne dziwy!
PEER: Klął, jęczał, błagał, wszystko obiecował,
Co tylko zechcę… —
JEDEN Z MĘŻCZYZN: I w dziurę się schował?
PEER: Juści, bo musiał. Zalepiłem dziurę!
Hej! Jaką on tam robił awanturę!
Syczał i brzęczał…
JEDNA Z DZIEWCZYN: Coś takiego, wiecie!
PEER: Jak trzmiel, tak brzęczał.
JEDNA Z DZIEWCZYN: Dziś chodzi po świecie.
Czy jest w orzechu?
PEER: Nie, nie! W złą godzinę
Uciekł — i jemu przypisuję winę,
Że mnie pan kowal nie lubi.
JEDEN Z PAROBCZAKÓW: A czemu?
PEER: Idę do kuźni, mówię po dobremu,
Żeby mi kowal rozłupał orzeszek…