Strona:Henryk Ibsen - Peer Gynt.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


(kładzie się w krzaki, leży długi czas do góry twarzą, z rękami pod głową — patrzy wdal)

Cóż to za ogromnie
Dziwaczny obłok? Istny koń…
Na szkapie
Niby chłopisko… cugle trzyma w łapie…
Tam… czarownica pędzi na ożogu…

(przymyka oczy)

Radzę wam wszystkim: polećcie się Bogu!
Bo oto, patrzajcie, na hufców swych przedzie,
Na koniu ognistym Peer Gynt tutaj jedzie.
Koń strojny w pióropusz, on z szablą u boku,
Płaszcz na nim jedwabny, płomienie ma w oku.
Wślad jego waleczni zdążają rycerze,
On wszystkich postawą i męstwem swem bierze,
Jaśnieje nad wszystkich; tłum patrzy zdumiony —
Naokół okrzyki, wiwaty, pokłony.
Kobiety się chylą — spostrzegły cesarza,
Peer Gynta, co ludzi swą łaską obdarza.
Na czele rycerstwa na koniu swym pędzi,
Miedź sypie i srebro, niczego nie szczędzi.
Wieś rośnie w dobytek, Peer Gynt jedzie dalej,
Na zachód się rzuca, wskroś głębi, wskroś fali.
Angielski królewicz u morskich wybrzeży
Już czeka, z nim bitnej kwiat czeka młodzieży,
Czekają z nim panie, angielscy baroni…
Sam cesarz angielski przed Peerem się kłoni,
Koronę swą zdejmie i w takie się słowa
Odezwie od tronu…
KOWAL: (do innych, z którymi nadchodzi z poza płotu)
Patrzcie, tu się chowa
Peer Gynt! Tu leży ta świnia pijana!
PEER: (podnosząc się przez pół do góry) Cesarz…