Strona:Henryk Ibsen - Peer Gynt.djvu/19

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


PEER: Pyskuj, to nie grzech,
Walny człek ma na to śmiech…
No, największy to był trud!
AASA: Trzymaj mocno!
PEER: Istny cud!
Piotr na capie! Dobrze złap!

(puszcza się w cwał)

Tyś jest Pieter, a ja cap!
AASA: Sama siebie nie poznaję!
PEER: Jest i brzeg już — suche kraje!

(wychodzi z wody na brzeg)

Żeś tak wyszła cało stąd,
Daj mi pyska za ten ląd!
AASA: (uderza go w twarz)
Masz przewoźne.
PEER: Oj, do czarta,
Taka jazda więcej warta —
To jest podłość!
AASA: Puść mnie!
PEER: Puszczę,
Gdy weselną ujrzę tłuszczę,
A ty zato, wrono stara,
Powiesz wszystkim, że psia wiara
Jest Mac Moen, truteń, pies!
AASA: Puść!
PEER: Nie puszczę! Będzie kres,
Aż mi krzykniesz, że twój Piotr
Chwat jest tęgi, a nie łotr.
AASA: Już ja dosyć mam sposobu,
By nawarzyć ci tam bobu.
Bądź mi pewien — bez zawodu:
Już ja dobrze ztyłu, zprzodu
Odmaluję twoją postać.