Strona:Henryk Ibsen - Peer Gynt.djvu/15

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jeszcze jesteś! Silny, tęgi,
Masz powstrzymać straszne cięgi,
Co na matkę twoją spadły!
Masz odwrócić los zajadły,
Masz spuścizny lichej bronić,
By tej resztki nie roztrwonić!

(płacze znowu)

Zamiast, żebym miała w tobie
Jaką pomoc, ty, nierobie,
Przepaskudzasz grosz i czas!…
Popatrz, w jakieś błoto wlazł!
Mówię — słyszysz? Nie przelewki:
Uciekają wszystkie dziewki,
Gdy w taneczny wejdziesz dom —
Wstyd dla matki, łzy i srom!
Spotkasz w drodze lada smyka,
Jodrazu bijatyka.
PEER: ( odchodzi) Daj mi spokój…
AASA: (idzie za nim) Może kłamię?
Czy nie byłeś, podły chamie,
V Lunde, w karczmie, przy ostatniej
Krwawej bójce, gdzie, jak z matni
Wypuszczone wściekłe wilki,
Żarły się te draby?… Chwilki
Nie mam jasnej… Już to taka
Moja dola! Kto Aslaka
Oporządził? Kto mu uda
Pół wykręcił? Cuda! Cuda!
Może to był tylko palec?
PEER: Głupie bajki!
AASA: (z wybuchem) O! Zuchwalec!
Przecie baba chalupnika
Jęk słyszała…
PEER: (pociera sobie łokieć) Mój!